czwartek, 4 października 2012

Rozdział Trzeci

*Louis*
Samochód ruszył, a ja podkuliłem nogi kładąc stopy na siedzeniu, a głowę opierając o kolana. Harry spojrzał na mnie pytająco i uśmiechnął się jakbym zrobił coś zabawnego. 
-Nie za wygodnie? -zapytał tym niskim głosem, który wprawiał moje ciało w drżenie. Pokręciłem przecząco głową i spojrzałem na GPS, który prowadził Harrego do szkoły. To ja miałem być przewodnikiem, ale chyba nie dość mi ufa. To mi się nie podoba, ale nic na to nie poradzę. Przekręciłem głowę i zapatrzyłem się na krajobraz za oknem. 
-Te wszystkie domy wyglądają identycznie. Nie sądzisz? -zapytał cicho, trochę jakby myślał na głos, a nie po prostu chciał zacząć rozmowę. Przytaknąłem. To nie tak, że nie miałem ochoty na rozmowę. W sumie to teraz potrzebowałem jej bardzo, nawet jeśli mielibyśmy mówić chociażby o pogodzie. Ale czułem się nieswojo w jego towarzystwie. Mieliśmy być normalnymi współlokatorami. To zaszło za daleko i w jakiś dziwny sposób to mi nie przeszkadzało. I denerwowała mnie myśl jak bardzo pasują mi nasze relacje. 
-Jesteś zły, pedziu? -wypalił jakby nigdy nic, a ja zmierzyłem go wzrokiem.
-Przyzwyczaiłem się.
-Co? 
-Do domów. Przyzwyczaiłem się, że trudno rozróżnić jedną ulice od drugiej. Ty też w końcu przestaniesz zwracać na to uwagę. 
-Domyślam się. 
Zapadła przez moment niezręczna cisza. Choć w sumie nie była aż tak niezręczna. Była wręcz wyczekiwana. Niestety bardziej przez niego niż przeze mnie.
-Jak podoba ci się samochód? -zagaiłem go, a on wykręcił usta w grymasie niezadowolenia. Źle trafiłem? 
-Jest do dupy. 
-Nie mów tak. Uwielbiam Mini Coopery. 
-Oh. -wypalił dziwnie zadowolony i zaśmiał się ironicznie. -Mogłem się domyślić, że Mini Coopera mógł wybrać tylko taki pedzio jak ty. Naprawdę mogłeś doradzić mojemu ojcu lepiej.
-No tak. Mogłem się domyślić, że taki dupek jak ty liczył na Mercedesa. 
-Trafiłeś w dziesiątkę. 
Podskok i jakieś trzaśnięcie. To tylko zbyt szybko jeżdżący Harry obtarł czymś o walec zwalniający, których tu jest pełno.
-Kocham Mini Coopery. -wyszeptałem jakby nigdy nic głaszcząc kawałek plastiku na wewnętrznej stronie drzwi. Zaśmiał się perliście, jakbym opowiedział jakiś kawał. Naprawdę niewiele potrzebował do drwin. Ale jakoś polubiłem tą jego pewność siebie, arogancję i egoizm. Był swoistego rodzaju szatanem, ale mógł choć trochę ubarwić moje życie. Z drugiej jednak strony miałem dość jego wyższości nade mną. I przysiągłem sobie właśnie w tym momencie, że to ja będę górom. Ale jeszcze nie teraz. Jeszcze muszę wyczuć jego słabe punkty, by później móc męczyć go najmniejszymi gestami. Tak jak to on robi teraz doprowadzając mnie do lekkiej irytacji, ale i zachwytu nad jego inteligencją i brakiem skrupułów. 
-Domyślam się. To auto stworzone dla kobiet i ciot.
Podskoczyłem i posłałem mu wściekłe spojrzenie. Chyba zauważył, że przesadził. Nie przeszkadza mi, gdy nazywa mnie pedałem, lub pedziem. Ale ciota jakoś mnie uraziła. Nie przeprosił, choć na pewno wiedział, że powinien. Ale jego honor zbytnio by ucierpiał zniżając się do takiego poziomu. Oparłem głowę o szybę milcząc. Właśnie straciłem jakąkolwiek ochotę na rozmowę z nim. Najlepiej w ogóle wysiadłbym teraz i strzelił 'focha', gdyby nie fakt, że wjechaliśmy na autostradę. Resztę drogi przebyliśmy w milczeniu, a gdy dojechaliśmy rozbrzmiał dzwonek na lekcje. Harry przyśpieszył lekko kroku, lecz widząc mnie wciąż się ociągającego zwolnił i posłał mi pytające spojrzenie. 
-To nie nasz. -wyjaśniłem, a on jedynie pokiwał głową i spojrzał na dość pusty jeszcze korytarz. W sumie byliśmy trochę za wcześnie i nie było nawet zbyt dużo ludzi. 
-Gdzie są toalety?
-Po prawej, pierwsza to męska. -wyjaśniłem gdy weszliśmy na hol i już chciałem iść odwiesić kurtkę, gdy on pociągnął mnie za rękę w stronę toalety. Wpadliśmy do opustoszałego pomieszczenia i wepchnął mnie siłą do ostatniej kabiny. Zostałem przyparty do ściany i nagle moje spodnie opadły w dół. 
-Co ty wyprawiasz?! -zapytałem zmieszany, gdy ten jakby nigdy nic wpił się w moją szyję. 
-Jeszcze nigdy nie robiłem nikomu loda. Więc nie spodziewaj się niczego specjalnego.
Powiedział to jakby to było najprostsze stwierdzenie godziny i opadł swobodnie na kolana, doprowadzając mnie do swoistego rodzaju zakłopotania. 
-Hazz, nie tu... -zdążyłem wyszeptać, ale przerwałem gdy jego usta oplotły się w okół mojego stojącego już na baczność penisa. I muszę przyznać, że robił to zupełnie profesjonalnie. Jakby robił to codziennie, a jestem niemal pewny, że tak nie było. Nawet gdy żył w Londynie... To nie ten typ człowieka. On jest idealny jako podrywacz, chłopiec na jedną noc, który dostaje to czego chce, a nie na odwrót, choć na pierwszy rzut oka nie wygląda na takiego. Dopiero po chwili można się zorientować po samym jego sposobie bycia. Wplotłem palce w jego włosy i lekko pociągnąłem, aby zamruczał.
-Jesteś naprawdę dobry w te klocki... -wymruczałem odchylając głowę do tyłu i czułem jak mimowolnie się uśmiecha i zwalnia lekko ruchy. Wiem, że uwielbia się droczyć, ale naprawdę nie mieliśmy na to czasu. W każdej chwili mógł rozbrzmieć dzwonek na lekcje. Nagle wszystkie moje mięśnie napięły się i czułem, że długo już nie wytrzymam.
-Hazz... Ugh... Ja zaraz... Ostrzegam, że zaraz dojdę... -powiedziałem ledwo dysząc, ale on ani drgnął. Po prostu dalej robił swoje, a ja nie mogąc już dłużej wytrzymać, doszedłem w jego ustach. Myślałem, że go to obrzydzi, ale on połknął wszystko i wstał. Pocałował mnie szybko i szepnął 'nie ma za co' po czym wyszedł prosto na hol. Włożyłem szybko spodnie i ruszyłem za nim, ale było już zbyt wiele ludzi by cokolwiek powiedzieć na ten temat. Wskazałem mu salę i po chwili rozpoczęły się lekcje. Nie wiem ile to trwało, ale wreszcie wybiła 14.20 i mogliśmy wrócić do domu. Tak naprawdę po tym obciąganiu z rana nie mogłem się na niczym skupić, zupełnie tak jakby urwał mi się film. Nawet nie pamiętam co się dokładnie działo. Obudziłem się w domu, gdy Harry rzucił torbę na kanapę i opadł na nią lekko krzycząc coś na styl:
-Chce do LONDYNU! 
-Aż tak ci tu źle?
-Nie... Po prostu... Chce do Londynu.
Pokiwałem głową udając, że rozumiem, choć nie rozumiałem. Myślałem, że mu się podoba, bo niby co miałoby mu się nie podobać. Ma wszystko czego można chcieć. Nie mówiąc już nic udałem się do swojego pokoju. Odłożyłem torbę i również się położyłem, ale już po chwili stwierdziłem, że powinienem się pouczyć. Harry nie musiał. Jako pierwsza klasa miał totalne luzy. A ja w tym roku wychodziłem, więc... Usiadłem na łóżku i sięgnąłem po jakiś zeszyt, chyba od biologii. Nauka szła mi naprawdę dobrze do momentu gdy parę minut po siedemnastej do mojego pokoju wpadł Harry.
-Obiad.
-Hm? -mruknąłem zamyślony.
-Obiad, głuchy pedziu! Twój były posuwał twój tyłek czy ucho? -rzucił kąśliwie. Czasami naprawdę miło się z nim rozmawiało, ale czasami jego docinki były wręcz okropne. 
-Nie martw się o mojego byłego. Już on najlepiej wiedział co i jak robić. 
Zaśmiał się i chciał już coś powiedzieć, ale zamilkł i po chwili dopiero rzucił ciche 'masz pięć minut' zamykając drzwi. Zatrzasnąłem zeszyt i zwlekłem się z łóżka, a później poczłapałem powoli do kuchni, skąd dochodził jakiś dziwny zapach. 
-Co to? -spytałem od progu, ale on ani myślał mi odpowiedzieć. Powtórzyłem pytanie głośniej, ale on wciąż milczał. Może się obraził? Z resztą nieważne. Usiadłem naprzeciwko niego i spojrzałem na talerz. To wyglądało jak spaghetti, ale niezbyt udane. Wziąłem trochę do buzi i o dziwo nie smakowało tak źle jak wyglądało. Harry umiał gotować i to bardzo dobrze, bo ja wręcz boje się podejść do kuchenki. Zjadłem wszystko i wróciłem do swojego pokoju, ale nauka ani trochę mi nie szła. Próbowałem z godzinkę lub półtorej po czym stwierdziłem, że to na nic. Odłożyłem więc książkę i opadłem spokojnie na łóżko. Wpełzłem pod kołdrę z zamiarem zdrzemnięcia się godzinkę, ale nie mogłem na to liczyć. Za bardzo chodziło mi po głowie wspomnienie wydarzenia z dzisiejszego poranka. Boże, on mi zrobił loda w toalecie chwilę przed lekcjami! I zrobił to tak mistrzowsko... Dosłownie poczułem jak twardnieje na samą myśl o tym i mój kolega zaczął dawać mi o sobie znać. Słyszałem bardzo dobrze telewizor grający w salonie, więc Harry pewnie akurat coś ogląda. Spokojnie wsunąłem więc rękę pod kołdrę i zsunąłem z siebie spodnie razem z bokserkami. Z nakrycia uformował się lekki namiot na wysokości trochę poniżej moich bioder, a ja właśnie zamierzałem coś z tym zrobić. Spokojnie chwyciłem moje przyrodzenie i zacząłem poruszać ręką w górę i w dół. Przymknąłem oczy i przypomniałem sobie, jak Harry klęczał przede mną robiąc mi dobrze i to wystarczyło bym poczuł się naprawdę dobrze. Lekko przyśpieszyłem ruchy ręki i zacząłem cicho posapywać. Boże, właśnie robię sobie dobrze myśląc o kimś, kto siedzi za ścianą. Nawet nie wiecie jak bardzo gorąco mi się zrobiło i moje jęki jakoś stały się bardziej słyszalne, choć wciąż nie dość, by mógł je usłyszeć ktoś w salonie. Zamruczałem cicho i wygiąłem się lekko zaciskając rękę na moim członku. Trwałem chwilę tak po prostu przesuwając ręką wzdłuż mojego kolegi i sapiąc, gdy drzwi nagle otworzyły się, a w nich staną jakby nigdy nic Harry. Natychmiast przestałem robić sobie dobrze i przyciągnąłem do siebie całą kołdrę, choć nie wiem co to miało na celu. Usiadłem i spojrzałem zażenowany i zawstydzony na jego rozbawioną minę. 
-Serio pedziu? Walisz sobie konia, kiedy ja jestem w pokoju obok? 
Milczałem. Co miałem powiedzieć? 'a żebyś wiedział i w dodatku robię to, myśląc o tobie'? Nie, dzięki. Daruje sobie. Po chwili niezręcznej ciszy odetchnąłem ciężko.
-Po co przyszedłeś? -wydukałem lekko drżącym głosem. 
-Tak po prostu. Nudzi mi się samemu. Przyjdziesz do mnie? -zapytał jakby nigdy nic, po czym dodał z cwaniackim uśmiechem- no chyba, że wolisz, żebym to ja przyszedł do ciebie i trochę ci pomógł.
Przełknąłem głośno ślinę i pokręciłem przecząco głową. Zrobił lekko naburmuszoną minę i wciąż stał w progu mojego pokoju.
-Zaraz przyjdę, tylko... No wiesz...
Pokiwał głową i mimowolnie się zaśmiał. Gdy tylko drzwi się zamknęły straciłem ochotę na cokolwiek, a mój członek niemal natychmiast opadł. Właśnie mój współlokator przyłapał mnie na waleniu sobie i na pewno domyślił się, że to przez niego. Szlak. Teraz już w ogóle nie zaznam spokoju. Ogarnąłem się i już zupełnie ubrany udałem do salonu, gdzie Harry leżał rozłożony na kanapie. Szybko się zadomowił, nie powiem. Czuł się tu pewniej niż ja. Usiadłem na wolnym kawałku, a on posłał mi rozbawione spojrzenie i przysunął się do mnie. 
-No  wiesz co... Jeśli chcesz to przecież ja mógłbym ci ulżyć. To chyba lepsze niż twoja ręka, co nie? 
-Przestań, Hazz. Udajmy, że tego nie było.
Odburknął coś i odsunął się z lekko naburmuszoną miną. I przez resztę wieczoru się do mnie nie odzywał, więc zupełnie nie rozumiem, po co kazał mi przyjść. To bez sensu. Chyba nigdy nie rozszyfruję go do końca. Jest trochę jak jedna chodząca zagadka. Niby pewny siebie, arogancki i 100% hetero. A jak przychodzi co do czego to jednak bi, to klęka sam z siebie i nagle tęskni po godzinie. Może tak naprawdę jest kobietą i akurat ma okres? Choć nie... Wczoraj udowodnił mi, że nie jest kobietą. I zrobił to tak kurewsko dobrze...
____________________________________
So... Wiem, wiem... Obiecałyśmy, że będzie szybko... A tu dupa. Bardzo przepraszam i postaram się, aby to już nie miało miejsca :3 A teraz... Mam nadzieje, że rozdział się podoba i wgl... Nieważne... Po prostu nie gryźcie :c
~Love u!

sobota, 8 września 2012

Bromance'owe Love ♥


"Loooouis" Harry rzuca się na niego, gdy ten mija próg mieszkania.

'Och, Hazz. Cóż za miłe powitanie' uśmiecha się szeroko i głaszcze loczka po głowie

"Tęskniłem. Nie było Cię od wczoraj" bierze jego twarz w dłonie i delikatnie zbliża się do niego, tak aby spojrzeć mu w oczy.

'Och, przepraszam Harreh. Miałem trochę spraw na głowie' całuje go delikatnie w nos i uśmiecha się.

"No jasne, nie wiedziałem, że Eleanor liczysz w liczbie mnogiej. Czyżby zaciążyła?" sarknął, odsuwając się od niego.

'A tak było miło...' śmieje się ironicznie i dodaje 'czy naprawdę każda nasza rozmowa musi kończyć się kłótnią o El?'

"Zdjęcia, Lou, zdjęcia." mamrocze pod nosem

'Zdjęcia?' pyta zaskoczony 'Jakie zdjęcia?'

"Zapomniałeś, gdzie byłeś?"

'Nie wiem o czym mówisz' odwraca głowę w drugą stronę i ściąga kurtkę.

"Och, no pamiętasz, pamiętasz." przekomarza się z nim i całuje przelotnie, gdy ten odwraca się do niego.

'Wiesz Harry, czasami masz humor jak kobieta w trakcie miesiączki. Raz zły, potem szczęśliwy. I bądź tu mądrym.' śmieje się i zsuwając buty całuje Hazze po czym wymija i udaje się do salonu.

"Może mam? taką męską. To tak jakbym ja tobie powiedział, że dziś w nocy do ciebie nie przyjdę, bo muszę zrobić coś, a poszedłbym poflirtować z Zayn'em, siada obok niego i kładzie się z głową na jego kolanach.

'Przecież wiesz, że z nią nie flirtuje. Tylko udaje, że to robię. Nie martw sie Hazz, jesteś jedynym obiektem mojego zainteresowania' śmieje się zaczynając bawić się loczkami chłopaka.

"Całowałeś się z nią i podobało ci się" stwierdza, patrząc w sufit pustym wzrokiem.

'Wcale nie. Całowanie jej jest jak całowanie się z ręką.' ironizuje chwytając za pilota i włączając po cichu telewizje, wciąż jednak nie przestaje się bawić lokami Harry'ego.

"Zatem to musi być zajebista ręka." wytyka mu język.

'Nie bardziej zajebista od ciebie' zapewnia go 'kradnąc' mu całusa.

"Jesteś kochany" oddaje mu pocałunek "Ale to nadal boli, gdy widzę was razem. Nie możesz z nią zerwać? Dużo osób i tak nie wierzy w was związek"

'Hm... Może... Za każdym razem gdy zobaczysz nas razem przypomnij sobie jak jęczę pod tobą z rozkoszy i pomyśl, że ona nigdy mnie do tego nie doprowadzi'

"No nie wiadomo, może kiedyś mnie dla niej zostawisz, kto wie?"

'Najpierw musiałby jej wyrosnąć penis wielkości twojego, musiałaby skrócić włosy i zmienić imię i nazwisko na Harry Styles' śmieje się, patrząc mu w oczy.

"Może da się przeszczepić penisa, włosy da się szybko ściąć, a co do nazwiska to tez nie problem, kochanie" uśmiecha się do niego.

'Hazz, nie wymyślaj.' oblizuje wargi rozbawiony

"Ale wtedy byś na nią poleciał. A co jeśli ona by coś odpierdoliła? Jest nieprzewidywalna" mówi całkiem poważnie

'Harry, ona NIGDY nie będzie w stanie mi ciebie zastąpić, więc nie masz się czym martwić. hej, Hazz... Kocham cię, nie zapominaj o tym' uśmiecha się czule.

"A jeśli ja nagle zniknę ze świata, to co?"

'O czym ty bredzisz, Hazz?'

"O niczym. Takie tylko gdybanie" odpowiada cicho.

'Harry, czy ja powinienem coś wiedzieć?" pyta lekko przestraszony.

"Och, nie, to nic takiego" odpowiada zdawkowo, łapiąc go za kołnierzyk i przybliżając do siebie. Składa delikatny pocałunek na jego wargach.

'Harry. Masz mi natychmiast powiedzieć o co chodzi' odpowiada poważnym tonem, odsuwając się od Harry'ego.

"Daj spokój i daj mi buzi" wyciąga ręce w jego stronę

'Dopiero gdy mi wyjaśnisz' upiera się, będąc już lekko przestraszonym.

"No to nie" zakłada ręce na piersiach.

'Harry, mów!' powoli nie wytrzymuje 'Masz mi natychmiast powiedzieć, o czym gadasz. Teraz, Hazz! Ja nie żartuje!'

"Ojej, nie panikuj, jeszcze żyję" posyła mu zalotny uśmiech.

'Jeszcze?! Co to ma do jasnej cholery znaczyć?!'

"No to, że żyję, miśku"

'Ale czemu miałbyś nie żyć?!' pyta zupełnie oszołomiony i po chwili dodaje 'Harry, nie pogrywaj ze mną!'

"No bo..."

'Bo?!'

"Jestem wrażliwy, okey? I nie mogę już na to patrzeć. Wiesz, jak to boli?" wydziera się na niego, pozwalając wylać sobie kilka łez.

'Harry... Boże, Hazz... Nie mów mi, że byłbyś w stanie... Nie, Harry, nawet o tym nie myśl. Nie myśl o ty, rozumiesz mnie?!' Czuje jak po policzkach spływa mu coraz więcej łez i namiętnie całuje lokatego. 'Nie chce o tym słyszeć, jasne? Hazz, jesteś jedynym powodem, dla którego jeszcze tu jestem i nie rzuciłem tego wszystkiego w pizdu.'

"Nie wiem, Louis, naprawdę nie wiem. To wszystko jest... ciężkie. HarryShouldDie, widziałeś tą akcje? Wiem, to było dawno, ale jakoś nadal siedzię mi w głowie. Zastanawiam się czy wszystkie Calderics nie mają racji, Lou." stara się być silny i nie płakać, ale marnie mu to wychodzi.

'Hazz, o czym ty pieprzysz? To jakieś dwunastolatki, które myślą, że 'wielka pani Elżunia' pokocha je jeśli popsują Larrego. Naprawdę przejmujesz się takimi głupotami? Daj sobie spokój. Przecież nie ważne co o nas myślą. Ważne co my wiemy i co czujemy' uśmiecha się pocieszająco i znów całuje Hazze.

"Ale ja nie tylko o tym. Nie lubię kiedy wychodzisz na noc, kiedy po imprezach wracasz z nią, kiedy mnie zostawiasz samego, kiedy uśmiechacie się do kamer, kiedy ona ciebie wykorzystuje."

'Harry, Harry. Ja też tego nie lubię. Myślisz, że naprawdę chce spędzać noce u niej na kanapie, żeby tylko na pewno być ci wiernym, zamiast z tobą w łóżku? Myślisz, że wolę odprowadzać ją po imprezach i na siłę odklejać od siebie, bo puszczalska suka nie rozumie 'nie'? Nie chce tego, naprawdę to nie jest fajne ani dla ciebie, ani dla mnie. Ale musimy być silni, tak? Musimy to przetrwać. Już niedługo, mówię ci. Gdy tylko ten pieprzony kontrakt wygaśnie, to się skończy, ok?'

"Ale potem pojawi się kolejny. Wiem, że dla ciebie to też nie jest jakoś super łatwe, ale ja zawsze się boję, bo co jeśli ona okaże się być atrakcyjniejsza ode mnie? Widziałeś jej nogi?"

'Widziałem, ale przecież to nie ma znaczenia. Harry, mam gdzieś jej nogi! Kocham cię, rozumiesz?! Ciebie i tylko ciebie! I nie, nie pojawi się kolejny. A nawet jeśli, nie pojawi się w nim nic o Eleanor!'

"A skąd u ciebie ta pewność? Nie wiadomo, co nam wcisną. A ty jesteś facetem, to normalne, że możesz czuć do niej jakiś pociąg seksualny dlatego się boję" szepcze patrząc mu w oczy.


'Jak to nie wiadomo? Chyba możemy im odmówić, prawda? I mój drogi Hazz, chyba zapomniałeś, że jestem gejem, więc ona nie ma jak mnie pociągać.' śmieje się i pociera swoim nosem o nos Styles'a

"No to co, że jesteś? Ja też ale z dziewczynami też to robiłem, kiedyś, no ale robiłem. Z tobą też tak może być." oczy zachodzą mu łzami.

''Hazz, zapewniam cię, że nie ma takiej możliwości. One po prostu mnie nie podniecają i tyle. Więc spokojna twoja rozczochrana. Będę cię niestety męczył do końca życia, Curly'' gładzi kciukiem rozgrzane policzki loczka.

"Grozisz mi?" śmieje się, chwytając jego dłoń.

''Haha. A żebyś wiedział! No chyba, że kiedyś ci się znudzę to już nic na to nie poradzę...'' śmieje się, choć tak naprawdę natychmiast robi mu się przykro na myśl o tym.

"Nie znudzisz, nigdy. Gorzej, jak ty będziesz miał dosyć mnie"

"Oszalałeś? Jak mógłbym mieć dość tak upartego, krnąbrnego, wiecznie obrażonego i napalonego słodziaka jak ty! W dodatku masz te dołeczki'' żartuje tarmosząc jego polik.

"Mam płakać czy się śmiać, bo nie wiem" udaje zdziwionego i lekko urażonego, no ale on to marny aktor.

''No wiesz co! Przecież wiesz, że nienawidzę gdy płaczesz, więc ani mi się waż!'

"Och, okey, postaram się" całuje go w policzek"

''Wiesz, Harry... Naprawdę nie wyobrażam sobie jakim cudem dawałem sobie radę zanim cię poznałem. Teraz chyba bym oszalał'' śmieje się, ale mimo to jest poważny.

"Normalnie. Oddychałeś, chodziłeś, myślałeś... choć nad tym ostatnim bym się zastanowił" drapie się za podbródek

''Naprawdę jesteś okropnym dzieciakiem, wiesz?'' wybucha śmiechem targając mu włosy

"Wiem, za to ty też nie jesteś normalnym dorosłym, jesteś bardzo niegrzecznym dorosłym" podnosi się do pozycji siedzącej i patrzy mu się w oczy "Jesteś taki ładny"

Czuje jak się rumieni i całuje go namiętnie ''Przy tobie to i tak nic''

"Jestem damski." wzrusza ramionami.

''Czy ja wiem... W łóżku to tak nie zupełnie, c'nie?' śmieje się

"To to inna sprawa" mruczy my do ucha

Oblizuje wargi 'Harry, Harry... Jest południe, a ty już mnie kusisz...'

Przysuwa się do niego bliżej i napiera coraz bardziej, aż oboje opadają na kanapę, podtrzymuje się  na rękach, aby na niego nie upaść "Południe, ranek, wieczór. co za różnica?" szepcze w jego usta

''Styles, jesteś najbardziej niewyżytym dzieciakiem, jakiego znam' śmieje się i wsuwa zimne ręce pod bluzkę chłopaka

"Tomlinson, jesteś najbardziej kuszącym dorosłym, jakiego znam" składa mokry pocałunek na jego szyi

Z jego ust wydobywa się stłumiony jęk. 'Nie powinniśmy iść do naszej sypialni? Jeśli chłopacy nas zobaczą...'

"Nie ma ich, spokojnie" podsuwa do góry jego koszulkę i ściąga ją z chłopaka.

''Harry... Oni mógł w każdej chwili wrócić...' marudzi mimo to kombinując przy pasku loczka.

"To też nasz dom. Mamy prawo robić, co chcemy" odpowiada przeciągle i wpija się w jego usta.

Odsuwa się na moment 'Ale gwałcenie się na kanapie w salonie jest trochę nie na miejscu' upomina go rozpinając powoli jego rozporek.

"Z tego co wiem, gwałt jest wtedy, kiedy jedna z osób jest do tego zmuszana." zaczyna subtelnie obcałowywać jego twarz, począwszy od czoła.

'Więc... molestowanie się. Tak lepiej?' drażni się z nim jeżdżąc zimną ręką po jego podbrzuszu. 'Choć przyznaj, że nieraz miałeś ochotę mnie zgwałcić, gdy jeszcze nie byliśmy razem' śmieje się i wytyka mu język.

"Lepiej." przygryza jego dolną wargę "Miałem, nie miałem... a może jednak miałem? A ty? No powiedz, ile dni po naszym poznaniu się robiłeś sobie dobrze z myślą o mnie?" palce sprawnie rozpinają rozporek niebieskich spodni Tomlinsona

'Ohoho. Czy ja wiem... może to było nawet tego samego dnia' śmieje się i zsuwa z chłopaka spodnie.

"Mówisz? Wyobrażałeś sobie, to co dzieje się teraz? To, że za chwilę w moich ustach zniknie twoja męskość,
a potem... a co będzie potem, LouLou?" przejeżdża palcami po wypukłości jego bokserek

'Myślę, że to co sobie wyobrażałem naprawdę zryłoby ci psychikę, więc zostawię to dla siebie' żartuje śmiejąc się pod nosem 'A potem... o boże, Hazz, czemu ty mi to robisz...' znów się śmieje, ciężko dysząc

"Ale ja chcę to wiedzieć. Zacząłeś to skończ. " wsuwa palce pod materiał jego i kadzie je na kościach miednicy chłopaka

'Naprawdę chcesz to wiedzieć? Mały zbok z ciebie, prawda?' uśmiecha się figlarnie, czując narastające w nim podniecenie. 'Ale niech będzie... Wyobrażałem sobie jak następnego dnia ciągniesz mnie do toalety i przypierasz z całej siły o ścianę. Potem wchodzisz we mnie mocniej niż kiedykolwiek byłeś w stanie... I posuwasz mnie tak, że wręcz wyję z bólu i rozkoszy... A ty szepczesz mi do ucha, jak bardzo pociągający jestem i, że jedyną rzeczą, o której myślałeś w nocy był mój tyłek, i że nie spałeś przez to całą noc. A gdy już dochodzisz schodzisz na kolana i zaczynasz mi obciągać, i robisz to po mistrzowsku, choć jestem twoim pierwszym' zacina się czując, że już dłużej nie wytrzyma. Wypina biodra ku górze i syczy 'Hazz, nie męcz mnie już...'

"To... gorące. A co ty na to jeśli spełnimy twoje wyobrażenia?" całuje go między słowami.

'Teraz?' mruczy uwodzicielsko

"Teraz. Już." wstaje z niego, łapie go za rękę i szybko biegnie do łazienki, mocno przygniatając do ściany.

'Hazz... jesteś szalony' śmieje się i wpija mocno w jego usta

"I kochany" dodaje do jego słów "I co teraz miałem zrobić, hmm?" drażni się z nim

'No wiesz co... Już zapomniałeś?' pyta coraz ciężej dysząc 'Hazz, błagam... nie drażnij się ze mną..."

"Nie śmiałbym zapomnieć" całuje go namiętnie, po czym spogląda w dół i spuszcza do kolan bokserki partnera, a potem patrzy na siebie, dając mu znać, aby pomógł zostać mu nagim

Czym prędzej pozbywa się jego spodni i bokserek po czym uśmiecha się cwaniacko i wpija w jego usta

"To teraz jest idealnie. Miało być mocno, tak?" pyta, jednak nie czeka na odpowiedź, prędko wchodzi w niego bez wcześniejszych przygotowań.

Krzyczy z rozkoszy i zaciska palce na plecach Styles'a wbijając w niego paznokcie. 'Boooże. Harry, jeśli chłopcy wejdą i usłyszą... a, ach!'

"Trudno" mruczy z szerokim uśmiechem, przyspieszając swoje ruchy. "Wybacz, ale nimi najmniej będę się teraz przejmować" tłumi jego jęki gwałtownym pocałunkiem.

'mmmm... Hazz... powiedziałbym, że... o jezu... ach! że jesteś aniołem... aaaa! Ale... a-ale... Jesteś na to zbyt zboczony';

"Coś w tym... jest" sapie mu do ucha. Porusza się w nim szybko i intensywnie, a dłońmi zaczyna muskać jego klatkę piersiową.

'mm! Aaach! Hazz... Moze to nieodpowiednia chwila ale... Zajebiście cię kocham' dyszy wplątując rękę w jego włosy i ciągnąc je lekko druga zaś ściska jego pośladek

"Masz rację... trochę dziwna... biorąc pod uwagę to, że... że penetruję ciebie od środka" mówi, posapując z lekkiego zmęczenia. "Jesteś taki mokry, lubię gdy taki jesteś"

'ooooch Hazz... A ty jesteś taki mocny... Naprawdę to uwielbiam, w przeciwieństwie do tego gdy jesteś delikatny. To jest trochę meczace' mruczy mu do ucha mocniej ciągnąc jego włosy

"Czemu nigdy tego nie mówiłeś? Gdybym wiedział, nie męczyłbym cię tym bawieniem się w atmosferę, też tego nie lubię" śmieje się, obdarzając go całusem. "Jak się czujesz?"

' lubię jak robisz atmosferę ale nie lubię gdy potem meczysz mnie jakimś cackaniem sie ... Wiesz jestem facetem , więc chce cię CZUĆ' po chwili dodaje 'a ... A! A jak mam sie czuć ?' śmieje sie przykryzając platek ucha loczka

"Cackaniem?" oburza się trochę, mimo to nie zaprzestaje zdecydowanych ruchów

'przepraszam ... Po prostu wiesz... Nie lubię tego'

"No jasne" przewraca teatralnie oczami "to teraz co, mam paść na kolana?" pyta zalotnie się uśmiechając

'mmmm to taka kusząca propozycja ' brewkuje do niego

"Jak chcesz" szepcze mu do ucha, a ustami schodzi coraz niżej, zaczynając od ust, przez szyję i klatkę, aż do podbrzusza, aż upadł na kolana

'wiesz... Cieszę sie ze mam na własność takiego Boga seksu jak ty' śmieje sie

"Nie jestem twoj¹ własnością" warczy, a w dłoń chwyta jego penisa i posuwa nią po całej jego długości

'No wiesz co...' mruczy

"co?"

' lubię gdy sie tak denerwujesz' chichocze pod nosem.' to podniecajace '

"Sam jesteś podniecający" burczy pod nosem "a nie, to jednak nie brzmi groźnie" karci samego siebie.

'Hahaha ... Jesteś... Ugh... Mmm ... Słodki '

"sam jesteś... nie, znowu tego nie zrobię" mamrocze

Znów chichocze i lekko targa jego włosy

"Nie śmieszne", mówi i zaraz całuje czubek jego członka

' czy to nie dziwne ze urządzamy takie rozmowy w takiej sytuacji?' pyta rozbawiony

"nie, dlaczego?" odrywa się od niego na chwilę

' ughhhh... Nie przerywa sie w takich chwilach'

"dlaczego?" nadal nie wraca do zadania

'Harrrrrrrrry!' warczy na niego

"Louis!" krzyczy

'Harry No proooosze'

"O co?"

'No błagam ... Skończ...'

"Skończ? Och, okey" staje na równe nogi, twarzą w twarz z Hazzą

'Harreh! No nie drocz sie ze mną i daj mi wreszcie dojść...'

Odsuwa się od niego i wskazuje na drzwi "droga wolna, ja cię nie trzymam"

'Hazz jesteś okropny!' mruczy i wściekły kieruje sie do drzwi

"Och, kochanie, nie denerwuj się, bo się spocisz" idzie za nim i obejmuje od tyłu, przylegając do pleców Louis'ego

'wiem o co ci chodzi, ale nie zamierzam cię błagam żebyś mi obciągnął'

"Ale ja tylko chciałem cię troche podrażnić" całuje jego kark

'to nie jest zabawne, bo ja stoję i sie mecze, poniżając sie tj błagając cie o trochę czułości, a ciebie to bawi'

"Nie poniżasz się" staje przed nim i klęczy, od razu biorąc jego penisa w usta

'Nie, Hazz przestań. Straciłem ochote' odsuwa sie od niego i rozgląda za swoimi bokserkami

"Och, no stój" idzie na kolanach za nim i ciagnie za jego nadgarstki

'Nie Hazz. Nie chce już' mruczy i nasuwa na siebie bokserki

"Och, no Louuu" jęczy, wstając z podłogi. Nagi przytula się do niego

'przestań już...' próbuje sie wyrwać ale czując jak łzy spływają mu po policzkach, wtula sie lekko w loczka

"Dlaczego płaczesz?" ściera kciukiem łzy

Kręci jedynie głowa i pociąga nosem ... 'to takie upokarzające ... Stać przed tobą ze stojącym penisem i błagając żebyś chociaż go dotknął, podczas gdy ty masz to gdzieś ... A ja jak głupi nic na to nie mogę poradzić'

"Och, Loueh, przepraszam, nie miałeś tak tego odebrać. Miśku, proszę, nie płacz" całuje jego policzek, delikatnie przejeżdżając palcami po plecach

'Nie... nie ... Jeśli nie chcesz go dotykać to ok, po prostu powiedz ze sie go brzydzisz i będzie ok...'

"Nie brzydzę, nigdy się nie brzydziłem" uśmiecha się do niego "nie myśl tak"

'A jak mam o tym myśleć? Przecież widzę ze nie lubisz go dotykać... Robisz to tylko dlatego 'ze wypada' ... Nie chce tak... Pewnie gdybym miał pochwę grzebałbyś tam cały czas...'

"O. Czym. Ty. Gadasz?"

Lou odwraca jedynie głowę, wyrywa sie i idzie do swojego pokoju.

Harry biegnie za nim do pomieszczenia i znowu staje przed nim. "Nie grzebałbym... Jezu, jak to dziwnie brzmi... *mówi szeptem do siebie* nigdy nie zrobiłem tego, bo tak 'wypadało', robiłem to bo chciałem. Lou, o czym ty myślisz?"

'Nie lubisz tego, że jestem facetem, prawda? Wiem, ze wolałbyś gdybym by kobietą...'

"Co?" patrzy na niego zdziwiony.

'To sie czuje, hazz... po prostu widzę, ze nie lubisz mojego ciała... Gdybym nie miał 'go', a zamiast to pare jędrnych piersi... Kochałbyś mnie bardziej... Uszczęśliwiałbym cię bardziej...'

"Nie rozumiem. Dlaczego tak uważasz? Ja nigdy nie chciałem, byś był kobietą. A piersi nie są wcale takie fajne"

'I kto to mówi... Każdy wie ze ty po prostu kochasz kobiety... Te długie nogi, jędrne pupy, piersi, długie włosy... '

"Ugh, nie! Ten Harry to Medialny Harry, tak? Nie ten prawdziwy, ten prawdziwy cię kocha"

'on tylko tak mówi ...' szepcze

'nie, on to czuje. Lou!" łapie go za nadgarstek i ciągnie do siebie, tupiąc niczym mały bachor

'nie sądzę...' mruczy i lekko wtula się w styles'a

"Ale ja tak sądzę i ja mam rację. Przestań mi do cholery mówić, co czuję... a może ty to mówisz specjalnie? Nie Lou, proszę, nie mów, że robisz to specjalnie"

'o czym ty bredzisz? hazz jesteś najwspanialszą rzecza jaka mnie w życiu spotkała ... Tylko... Przecież nieraz widziałem jak sie oglądasz za innymi ... Za dziewczynami ... Na mnie tak nie patrzysz... Twój wzrok nie mówi
'wow jaki gorący' tak jak to robi na widok innych ... Na widok kobiet'

"MEDIALNY, mówię ci, że tylko ty się liczysz, Louis. One są fee"

Śmieje sie cicho i wtula głowę we włosy loczka 'jesteś uroczy... Jak duże dziecko... Lubię kiedy taki jesteś'

"Ale wiesz... może ty tak twierdzisz specjalnie? Może chcesz mi to wmówić, aby swobodnie wrócić do.. niej?"

'Nie gadaj głupot ! nie chce tam iść i nigdy nie będę chciał '

"A może?"

'O czym ty bredzisz ... Wymyślasz bajki. Choć pewnie chciałbyś żebym do niej poszedł... Mógłbyś tu przyprowadzić jakąś lafirynde'

"Sam to zacząłeś!" wychodzi z pokoju, nadal nagi "Kocham cię i nic się tu kurwa nie zmieni! *widzi wchodzącego po schodach Niall'a* Hej, młody *mówi do niego ciszej i zaraz dodaje głośniej* Chcesz, to idż do niej, może wtedy w końcu będzie ci dobrze i nie będziesz mówić, że patrzę na kobiety 'inaczej'!" wkurzony schodzi na dół, nie zwracając uwagi na pozostałych członków domu, którzy akurat weszli do domu i patrzą na niego ze zdziwieniem, idzie do łazienki po swoje rzeczy i potem po to samo do salonu. Gdy ma już wszystko udaje się do siebie, mocno trzaskając drzwiami.

'Jesteś okropny! I teraz nagle wszystko to moja wina?! Ja NIC nie zrobiłem! Nigdy nawet palcem jej nie tknąłem! Ty za to już nie raz pieprzyłeś te bździągwy w naszym łóżku. W NASZYM !' Krzyczy wściekły czując jak coraz więcej łez spływa mu po policzkach. 'Nie to nie! Boże, jak zwykle szukasz pretekstu by na mnie nawrzeszczeć!' trzaska drzwiami i rzuca się na łóżko.

"Nigdy tam nikogo nie pieprzyłem, prócz ciebie! Nikt inny nie jest taki idealny, jak ty. Pojmij to w końcu! I nie szukam pretekstu, ty stwierdziłeś, że się ciebie brzydzę, sam wcześniej powiedziałeś, że nie lubisz moich wstępów, ale to już pominę. Nie potrafiłbym cię zdradzić!" odkrzykuje ze swojego pokoju, leżąc na łóżku.

'Wszystko przekręcasz !'

"Jak przekręcam?!"

'Nie powiedziałem, że nie lubię twoich wstępów! Uwielbiam je, ale nie lubię gdy się cackasz! A co do brzydzenia się, to mam rację! Bo nigdy, nigdy nie możesz tego załatwić normalnie! Zawsze coś kombinujesz, a ja ze łzami w oczach błagam, żebyś po prostu to zrobił! I nie pieprz mi o zdradzie, bo nawet Zayn'a musiałeś przelecieć, nie wspominając już o setkach 'koleżanek' z klubów, gdy jesteśmy w trasach!' wrzeszczy rozwścieczony, zakrywając twarzy poduszką i jeszcze bardziej się rozklejając

"Myślałem, że wtedy będziesz bardziej podniecony, jak się z tobą podrażnię! I nie było żadnych koleżanek! One się do mnie kleiły, ale żadnej nie zaliczyłem! A Zayn... ugh!" rzuca się po łóżku ze złości.

'Tylko kiedy ktoś BŁAGA o chociażby zwykłe obciągnięcie ręką przez dłuższy czas, to chyba jedynie odchodzą mu ochoty, prawda?! Nie pomyślałeś nigdy, jak ja to odbieram?! A Zayn... Boże, nawet nie umiesz się przyznać, że go posuwałeś!'

"Chciałem ci to zrobić, ale ty nagle odszedłeś! Nie, ja... nie wpadłem na to,  ja to odbieram inaczej! O Zaynie się nie wypowiem!" drze się coraz głośniej, choć gardło już go boli. Na dole Liam i Niall patrzą podejrzliwie na Zayn'a, który wędruje gdzieś wzrokiem i bawi się palcami. Irlandczyk jest wyraźnie niezadowolony.

'Bo go rżnąłeś pół nocy, aż się dom trząsł, podczas gdy ja nabawiałem się odcisków śpiąc na kanapie u Eleanor! Poza tym pokazałeś mi drzwi i kazałeś wyjść, więc nie dziw się, że nie uklęknąłem i nie błagałem, żebyś mi obciągnął!' krzyczy głośniej, aby cały dom słyszał.

"Ja go... przestań teraz to wplątywać! Ale wiesz, o co mi chodziło. Ja tak tylko żartowałem, no! Chciałem cię bardziej podniecić! Chciałem spełnić twoje wyobrażenia, no!" woła jeszcze głośniej.

'W moich wyobrażeniach nie musiałem się o nic prosić, bo tam sam tego chciałeś. Ale widzę, że w realnym świecie jest trochę bardzo inaczej! I będę go w to wplątywać, bo ty wplątujesz El, choć ona z tą sceną nie ma nic wspólnego!'

"Chciałem zrobić je lepszymi! A co Zayn ma niby z tym wspólnego?"

'To, że jemu na pewno z przyjemnością... z przyjemnością obciągnąłeś! Na pewno sam go o to prosiłeś!' zacina się coraz bardziej, gdyż płacz uniemożliwia mu krzyczenie 'I przestań się tłumaczyć... Po prostu powiedz... 'Sorry Lou, nie podniecasz mnie tak jak kiedyś'...

"Wcale, że nie! Nie powiem tego nigdy!"

'Ale to prawda! Przecież wiem, że to prawda... Boże... Harry, staram się... Staram się ja mogę... ale widzę, że to nic nie daje... odsuwasz się ode mnie...' rozkleja się na dobre.

"Nie, to nieprawda! Nie odsuwam się, Lou, nie chcę się odsuwać. I przestań myśleć o Zaynie!" krzyczy tak, że znowu wszyscy go słyszą, a Niall na jego słowa coraz bardziej sobie uświadamia, że Zayn przespał się z Harry'm. "To prawda?" pyta go, cichym głosem.

'Jak mam o nim nie myśleć, jeśli wiem... że było ci z nim lepiej niż ze mną?! Po prostu ci się znudziłem! ... Harry... błagam... zrób coś... cokolwiek, Harry... Nie chce cie stracić... A wiem, że tracę! ... Tak strasznie cie kocham' szepcze ostatnie zdanie nie będąc już w stanie niczego krzyknąć. W tym czasie na dole Zayn stara się jak może uniknąć wzroku blondyna 'Nie... No coś ty... No wiesz... Oni tak tylko... Przecież bym tego nie zrobił...' tłumaczy się marnie.

"Nie znudziłeś mi się! Dlaczego w ogóle tak myślisz? Ile razy mam powtarzać, że jesteś jedynym i najważniejszym? Louis, proszę, nie gniewaj się o to, bo to nie miało wcale tak wyjść!" krzyczy już przez płacz. W przedpokoju na parterze Niall zaciska pięści ze złości i w ciszy spogląda na niego ostatni raz, po czym udaje się do góry, na odchodne mówi jedyne "nie odzywaj się do mnie"

Szlochając udaje się powoli do pokoju Harrego. Wchodzi bez słowa i wtula się w niego cały zapłakany
'Przepraszam, Harry. Za wszystko, przepraszam. Boże... Pogódźmy się już, dobrze? Nie ważne... Zapomnijmy o El, o Zaynie, o tej akcji w łazience i całej kłótni. Przepraszam, nie złość się' szepcze wtulając się w niego jeszcze bardziej. Natomiast Zayn chwyta szybko Niall'a za nadgarstek i ciągnie ku sobie 'Daj spokój, Niall... to było dawno, byłem pijany!' tłumaczy się jak może.

"Myślę, że to będzie najłatwiejsze... ja ciebie też przepraszam, Lou. Bardzo cię przepraszam, już więcej nie zrobię tego, nie lubię się z tobą kłócić..." zaciska palce na jego plecach mocno go obejmując. Niall w tym czasie wyrywa się Zaynowi "Nie dotykaj mnie" warcze i czym prędzej biegnie do siebie


'Harry... Obiecaj, że już nigdy go nie dotkniesz... Mówię o Zayn'ie... Albo jeśli już to powiedz mi po prostu, że się w nim zakochałeś czy coś... Wolę to niż żebyś mnie oszukiwał...' szepcze cicho, czubkiem nosa jeżdżąc po jego klacie. Zayn natomiast biegnie w stronę pokoju Niall'a. 'Nialler, daj spokój! Porozmawiajmy! No Niall! Otwórz!'

"Nie, ja się w nim nie zakochałem. No co ty, Lou?" przewraca go delikatnie na łóżko i kładzie się obok, wtulając w jego bok. "Nie otworzę. Co, Harry dał ci kosza?" zadrwił Niall, odkrzykując Malikowi.

'Hej... Hazz... Chyba Ziall się przez nas kłóci... myślisz, że oni... no wiesz...' pyta cicho. 'Niall no dalej! Daj mi się wytłumaczyć!' krzyczy lekko zdenerwowany Zayn.

"Nie wiem, może... No ale Zayn on chyba nie może..." odpowiada, głaszcząc go po brzuchu. "Och, przestań, te wytłumaczenia będą stertą kłamstw. Nie traćmy na to czasu!" rozkazuje Niall.

'No chyba... Ale wiesz... Może oni dlatego się z tym kryją nawet przed nami... No i serce nie sługa...' śmieje się ponuro i wtula twarz we włosy Harry'ego. 'Niall przecież mówię ze byłem pijany! To był tylko jeden raz! Ja nawet nie pamiętam jak to się stało!' tłumaczy się, waląc pięścią w drzwi

"Możliwe... Czyli to moja wina?..." podnosi na niego skruszony wzrok "kurwa... nie chciałem... jestem idiotą, co nie, Lou?" pyta retorycznie. Niall zdenerwowany w końcu otwiera mu drzwi "Kiedy to było?" pyta starając się być spokojnym.

'Chyba jednak moja... Nie musiałem tego krzyczeć na cały dom...' pociesza go głaskając po głowie. 'dawno... Jakieś... Um... Chyba jakoś w marcu...' zaczyna bawić się palcami i patrzy błagalnie na blondyna

"No ale to ja wpakowałem mu się do łóżka" mówi cicho, bojąc się, że Louis'ego to zaboli. "W marcu? A nie teraz jakoś?" pyta Horan podejrzliwie.

'Tak... Racja' mruczy, nie chcąc o tym rozmawiać. 'Nie! Niall, oczywiście ze nie! To była końcówka marca na pewno!' zapewnia go z nadzieją.

"Powinieneś zaprzeczyć, powiedzieć, że to jego wina czy coś" śmieje się cicho Styles, a Niall w tym czasie nadal się sprzeciwia Zaynowi "Kotku, do maja byliśmy w trasie i miałeś pokój ze mną, więc wtedy na pewno nie"

'Ale to ty mu się wpakowałeś do łóżka. Nie moja wina ze czasem jesteś taki puszczalski' marudzi rozdrażniony tym tematem.'To... To może początek maja... Ale na pewno nie później! Przecież w czerwcu byliśmy prawie 24 na dobę razem, a w lipcu ... Nie to na pewno nie było w lipcu ani sierpniu! To maj!' upiera się i lekko zbliża do Nialla.

"Odpowiedziałbym coś, ale nie chcę kolejnej kłótni" mruczy Harry pod nosem. "A w lipcu? No skończ, przerwałeś." prosi, odsuwając się od niego.

'Mhm. No mów ja chętnie posłucham.' upiera się. 'W lipcu nie! W lipcu nie było żadnych wielkich imprez. To był maj... Niall No daj spokój...' uśmiecha się lekko gładząc jego ramię.

"Nie, nie chcę kłótni. Obiecałem zapomnieć o tym, to dotrzymam słowa" zaprzecza. "A może jednak coś było? Wiesz, coś zawsze się znajdzie, może jak byłem w Mullingar u rodziców, co?" pyta wyraźnie zły, strzepując jego rękę.

'No tak. Dużo łatwiej zapomnieć niż po prostu przyznać się do błędu. Z resztą... Nieważne.' odwraca się na bok i wtula w loczka. 'Nie! Niall naprawdę, to na pewno był maj! No przecież... Boże, uwierz mi. Naprawdę... Przepraszam, Niall.' smutnieje, spuszcza głowę po czym próbuje przytulić się do blondyna.

"Och, tak, przeleciałem go. Zadowolony? Ty pieprzyłeś też El, ale ja udaję, że o tym nie wiem, więc już o tym nie rozmawiajmy." mówi spokojnie, obejmując go w pasie. "Szczerze nie wydaje mi się, a może mam zapytać Harry'ego?" blondyn odpycha go od siebie.

'Nie pieprzyłem jej! Możesz w tej chwili do niej zadzwonić a ona to potwierdzi. NIGDY ciebie nie zdradziłem' upiera się . 'Tak! To był maj! Byliśmy pijani, ty poszedłeś gdzieś z Seanem i zostałem sam, bo wrociliście nad ranem... A Harry był napalony i... Tak jakoś samo wyszło...' tłumaczy się ze łzami w oczach 'przytul mnie, Niall...' prosi łamiących się głosem

"Zdjęcia, kochanie, mam zdjęcia. Niall was przez przypadek nakrył. Może po prostu nie pamiętasz" odpowiada. "Maj, nie maj, lipiec, luty, kuźwa, zrobiłeś to, Zayn" puszczają mu nerwy, równocześnie macha rękoma. Za chwilę uspokaja się i lekko obejmuje Zayna widząc, w jakim jest stanie.

'Nie możliwe! To nie my! Albo po prostu ona się do mnie kleiła! Nigdy z nią nie spałem!' zapewnia go. 'Przepraszam, Niall ... Ja nie chciałem! Nie wiedziałem co się dzieje, gdybym wiedział nie zrobiłbym tego! Przecież wiesz ze mi na tobie zależy!' płacze wtulając się w niego jeszcze bardziej.

"Oj, przyznaj się. Raz na pewno był." przewraca Hazz oczami. "Już spokojnie, trudno się mówi... a chociaż użyliście no wiesz, prezerwatywy?" pyta Niall nieśmiało.

'Ani razu! Jestem pewien... To znaczy... Raz... Było blisko ale... Boże, głupio mi mówić o takich rzeczach... No ja po prostu... Nie mogłem...' jąka się nieśmiało. 'Tak! Oczywiście ze tak! Ja byłem strasznie nawalony ale Harry dosyć ogarniał...' zapewnia go Zayn.

"Ale jednak do tego doszło, prawda? Nie będę zły" mówi i całuje jego policzek. "Och, to dobrze. Chociaż tyle. umm... Zayn, ale dlaczego ty mi to zrobiłeś?"

'Nie doszło! Jezu mówię przecież że... Nie mogłem... On po prostu... No wiesz... O Jezu no... Nie stawał mi, ok?' czerwieni się i wtula w klatę Hazzy. 'Ja nie wiem... Po prostu.... Byłem po prostu pijany i napalony i nawet nie wiedziałem, że Harry to Harry... Nic nie wiedziałem' tłumaczy cicho.

"Ona na pewno sobie z tym poradziła. Ale okey, niech będzie, powiedzmy, że wierzę" przytula go do siebie. "To mnie jakoś nie uspokaja. Czyli, że przespałbyś się z każdym?" śmieje się pod nosem Irlandczyk.

'Nie umiała... Próbowała ale... On ani drgnął...' szepcze w jego klatę. 'Nie jestem dziwką' złości się Zayn 'po prostu... Wtedy było za dużo... A ty poszedłeś z Seanem i mnie zostawiłeś...'

"Tak, tak, Louis." głaszcze go plecach. "Wiem, że nie jesteś, tak tylko żartuję. Albo mam nadzieję, że w to wierzę... I... jak ci było?" pyta spokojnym tonem,

'Dlaczego nigdy mi nie wierzysz... Gdy mówiłem ze nigdy nie zostawię cię dla dziewczyny głównie to miałem na myśli... Po prostu... Tylko przy tobie... No wiesz... Mogę.' mruczy. 'Och... Było... Trochę za bardzo... No wiesz... On nie jest zbyt delikatny i szczerze nie wiem jak Lou może po nocy z nim siadać na tyłku...'

"Po prostu widziałem was razem, więc wiem swoje. Może naprawdę kiedyś się tak upiłeś, że nic nie pamiętasz. Ona jest dziwna, mogła wszystko zaplanować. Ale już spokojnie" całuje w ramię. "Myślałem, że lubisz na ostro...." mówi zmieszany Niall.

'Nie... Na pewno nie.. Może to po prostu nie byłem ja... Wiem, że ja nie mogę... Próbowałem wiele razy... Ale nie mogę...' przymyka oczy i wtula się jak tylko może w Styles'a. 'lubię... Ale z tobą...' zapewnia go Zayn, całując w czubek nosa.

"Próbowałeś?" patrzy na niego zdziwiony. "Och, mówisz? Więc on nie był lepszy?" pyta Niall.

'No... Po tej akcji z Zaynem byłem zły i chciałem ci się odwdzięczyć... Ale... Coś mi nie wyszło...' śmieje się cicho. 'Ani trochę. Nie masz się, o co martwic, zazdrośniku' śmieje się Horan.

"Wiedziałeś o tym od początku?" pyta zawstydzony. "To się cieszę. Wiesz, nie chciałbym, aby mój chłopak wolał kogoś innego... nadal jesteśmy razem?" spogląda na niego trochę zasmucony

'Oczywiście, że tak... Nie mówiłem o tym, bo wolałem o tym nie myśleć'. 'Tak! Oczywiście, że tak! To znaczy... Jeśli chcesz...' mówi nieśmiało.

"Umm, przepraszam, ja nie wiedziałem... ale skąd to wiesz? Przecież ciebie nie było..." Harry patrzy na niego ze zdziwieniem. "Jasne, że chcę. Trudno będzie jednak o tym zapomnieć" szepcze w jego szyję.

'Mam swoje źródła...' odpowiada, tajemniczo się uśmiechając. 'Zrobię wszystko by ci to wynagrodzić, przysięgam! Powiedz tylko słowo!' zapewnia go, mocniej zaciskając palce na jego plecach.

"Jakie źródła?" jest dociekliwy, siada na Lou okrakiem i nachyla się do niego, całując po żuchwie. "Nie musisz mi nic dawać ani coś takiego, po prostu obiecaj, okey? Obiecaj, że już mnie nie zdradzisz. Szczególnie, że jesteśmy ze sobą od grudnia. Albo jeśli wolisz jego lub może jakąś dziewczynę, to powiedz, tylko nie kłam. Nie chcę żyć w kłamstwie" odsuwa się, aby spojrzeć mu w oczy.

'To moja słodka tajemnica' śmieje się, cicho pomrukując. 'Gadasz głupoty! Niall, jesteś mężczyzną mojego życia!' zapewnia go, delikatnie całując.

"Powiedz, będę cię męczył, aż się dowiem. Przysięgam" siada na wysokości krocza i pociera swoim o jego, tak aby chłopak go poczuł. "Mówisz poważnie? A jeśli Lou i Hazz się rozstaną, to może będziesz chciał spróbować z nim?" pyta ze strachem ledwie widocznym w oczach.


'Oooooo, Hazz... Nie mogę ci tego zdradzić... On mnie za... O Jezu... Zabije' mruczy, wyginając się w łuk. 'Nie! Na pewno nie! Ja wiem że jesteś tym jedynym! Tym naprawdę jedynym!' mówi desperacko Zayn.

"On?" Hazz przesuwa się po kroczu wolniej. "A nie wolałbyś rodziny?" Niall spogląda na niego.

'Ooooo... Aaaaaaaa, Hazz... Boże... nie męcz mnie... Nie.... Aaa, nie mogę'' jęczy, czując jak robi się coraz twardszy. 'Jakiej rodziny? Przecież... No wiesz... Możemy założyć własną... Jeśli chcesz.. To tak myślałem, że... Byłoby fajnie...' Malik jąka się, uciekając wzrokiem.


"To powiedz, proszę... *jeździ palcami po jego bokach, jednocześnie mocniej pocierając się o jego kroczę* Loueh" szepcze mu do ucha. "Ale wiesz, jesteśmy facetami, ze mną normalnej rodziny nie założysz" odpowiada smutnym tonem.

'Mmmmmm...Liiaaaaaam... To on mi powiedział... Słyszał was i z ciekawości poszedł sprawdzić, bo prosiłem go, żeby cię pilnował, kiedy mnie nie będzie' dyszy szybko. 'No... Ale... Tak pomyślałem ze... Moglibyśmy sie gdzieś przeprowadzić... I... Zaadaptować dziecko... No i... Żyć jak normalna rodzina... Bo przecież nią będziemy' mówi szybko niezupełnie pewien reakcji Irlandczyka 'i ... Moglibyśmy wziąć ślub' dodaje cicho.

"Aż tak mi nie ufałeś?" Styles zaprzestaje na chwilę i podnosi się na wysokość wyprostowanych rąk, spogląda na niego spod loków opadających mu na czoło. "Mówisz poważnie, Zayn? Ale adopcja... nie wiem czy to się uda..." jego początkowy entuzjazm przeradza się w załamanie.

'Ileeee razy mam ci mówić ze w takich momentach się nie przestajeeee...' mruczy 'Ufałem ci... Chodziło mi o picie! Wiedziałem, źe urządzacie imprezę i nie chciałem żebyś przesadzał' tłumaczy się Lou. 'Damy radę! Jeśli chcesz... To nie problem... Wiele par homoseksualnych ma adoptowane dzieci...' zapewnia Nialla Mulat.

"Przepraszam" całuje go delikatnie "Wcale nie chodziło o Zayn'a, wcale" dodaje Hazza ironicznie. "Zayn, ale ty jesteś, no wiesz, u ciebie to niedozwolone" mówi szeptem, wtulając się w niego.

'Ummmm nie. No przecież wtedy bym nie pomyślał o tym ze możesz go przelecieeeeć...'. Zayn przytula chłopaka mocniej do siebie i szepcze 'To nic... to tylko religia... Jesteś ważniejszy od wszystkiego na tej ziemi i poza nią'

"Niech będzie" Harry wpija się w Louis'ego usta namiętnie. "A co na to twoi rodzice? Nie chcę aby się ciebie wyrzekli czy coś takiego. przeze mnie nie możesz stracić z nimi kontaktu." mówi blondwłosy, zaraz łapie go za rękę i wprowadza do pokoju, zamykając potem drzwi.

Lou mruczy jedynie z zadowolenia zaciskając dłonie na pośladkach loczka. 'Jakoś to zaakceptują. Z resztą... To nie jest ważne. Zależy mi na tobie! To z tobą chce spędzić resztę życia' Szepcze chwytając delikatnie jego twarz.

"Mi też na tobie zależy, Zayn, jesteś najważniejszy." całuje go w usta Zayn przyklęka na jedno kolano i łapie Niall'a za rękę.

'Wiem, że to powinno inaczej wyglądać... Nie mam nawet pierścionka, ani nic... Nie wiem czy w ogóle powinienem mieć pierścionek, czy jakąś obrączkę... nie znam się na tym... I przepraszam, jeśli inaczej to sobie wyobrażałeś, bo wiem, że zasługujesz na więcej... Ale... Niall'u James'ie Horanie... Wyjdziesz za mnie?' pyta lekko niepewnie.

Niall patrzy na niego ze zdziwieniem, usta lekko rozchyla w zdumieniu. W jego oczach pojawiają się łzy. "Nie liczy się pierścionek... ja... kurczę, Zayn... zaskoczyłeś mnie... Jasne... Jasne, że tak" siada na jego kolanie i rzuca mu się na szuję, mocno go ściskając. Ujmuje jego twarz w dłonie i mocno przyciska swoje usta do jego.

Zayn odwzajemnia każdy pocałunek, po czym odrywa się na chwile od blondyna 'Jesteś najwspanialszym mężczyzną, jakiego kiedykolwiek spotkałem. I naprawdę nigdy jeszcze nie kochałem nikogo tak mocno jak kocham ciebie'

"I nawzajem, Zayn, kocham cię jak nikogo innego" szepcze wprost do jego ucha.


~~~~~~~~~~~~~~~
W rolach głównych:
~Giovi. jako Harry Styles i Niall Horan
~Adu. jako Louis Tomlinson i Zayn Malik

Trolololo, siemanko :D Z tej strony dziwnie pocieszna Adu.
Nie mamy trójki, ale mamy suprajsa. Otóż... Taki tam scenariusz Larrego/Ziall'a. :D
(Tak na marginesie to nasza rozmowa na gadu przez ostatnie 3 dni... To się nazywa uzależnienie od bromance'ów xd)

Ach. Co myślicie o takich scenariuszach? Jeśli chcecie możemy takie wrzucać co jakiś czas, w zależności od tego jak bardzo wam się podoba ten pomysł. :D

A co do trójki to... To nie wiem, ale mamy nadzieje, że coś się niedługo wymyśli.

I nie zdziwcie się, jeśli Giovi mnie zabije, bo dodaje to teraz sama bez uzgadniania z nią szczegółów. :C Będzie zła :c Ojojoj... No ale tak dawno niczego nie było, że nie chcę was już męczyć, a jej akurat nie ma...

To chyba na tyle jeśli chodzi o ogłoszenia parafialne. Dziękujemy za uwagę i polecamy się na przyszłość. :D
Lots of love, our little bitches ♥

piątek, 17 sierpnia 2012

Rozdział Drugi.

*Louis*
Nalałem wody do czajnika i wstawiłem na małym gazie. Było krótko po 9, a Harry wciąż spał. Odetchnąłem ciężko, wspominając wczorajszą akcje na balkonie. Umarłbym ze wstydu, gdyby się okazało, że któryś z moich sąsiadów to widział. Co prawda wiedzą oni o mojej... Inności, ale mimo wszystko TAKICH rzeczy nie robi się publicznie. Z rozmyśleń wyrwał mnie czyjś głos.
- Już nie śpisz? - był zachrypnięty i aż podskoczyłem gdy odbił sie echem po kuchni, w której jeszcze przed chwilą panowała cisza, jak makiem zasiał.
- Jest po 9. Co w tym dziwnego?
- Jest weekend.
Nie odezwałem sie, zmierzyłem go za to od stóp aż po czubek głowy. Stał tak przede mną jak go pan bóg stworzył i co dziwniejsze wcale mu to nie przeszkadzało. Czuł sie zupełnie swobodnie. Chyba zauważył moje zmieszanie jego wyglądem.
- Mam nadzieje, że nie przeszkadza ci to, iż lubię chodzić po domu nago. Takie przyzwyczajenie. Nie masz mi tego za złe, prawda?
- Nie... Jasne, że nie...
Uśmiechnął sie jedynie i zaczął grzebać w lodówce. Ja w tym czasie zalałem herbatę, kątem oka spoglądając na dość mocno przyciągającego moją uwagę 'kolegę' Styles'a. To nie tak, że byłem na niego jakoś napalony czy coś. Po prostu niecodziennie w Twojej kuchni stoi nagi bóg seksu, który dzień wcześniej ci obciągał. U mnie przynajmniej to rzadkość. Na moment zapatrzyłem się chyba za bardzo, bo dopiero głos mojego współlokatora sprawił, że wróciłem na ziemię.
- Patrzysz na niego.
- C-co? Nie wiem. o czym bredzisz.
- Nie ściemniaj, podoba ci się.
- Jesteś nienormalny.
Odwrociłem sie tyłem do niego, już po chwili jednak poczułem, jak staje za mną. Zacisnął mocno dłonie po obu stronach moich bioder, jednocześnie ciągnąc mnie ku sobie.
- Jeśli chcesz możesz go wypróbować. Nawet teraz, już, zaraz.
Przełknąłem głośno slinę i odwróciłem sie przodem do niego, przygryzając jednocześnie dolną wargę. Chyba zrozumiał, co miałem na myśli, bo juz po chwili usadowił mnie na kuchennym blacie, przesuwając wcześniej kubek z moją herbatą. Nasze usta chyba automatyczne połączyły się w jedność, nawet nie wiem kiedy. Oplotłem go ramieniem i poczułem jak delikatnie unosi mnie dając mi do zrozumienia, żebym zsunął z siebie bokserki będące teraz moją jedyną częścią garderoby. Posłusznie zrobiłem to i moje pośladki zetknęly sie z zimną powieszchnią blatu. Chwile pózniej za nakazem Harry'ego stałem juz oparty o ten sam blat, wypinając się lekko w jego stronę. Gdy tylko jego penis zaczął delikatnie napierać na moje wejście, znów przygryzłem wargę odchylając lekko głowę w tył. Nie musiałem czekać długo, bo on bez wahania wszedł we mnie z całej siły tak, że aż wydałem z siebie cichy jęk, w którym dało się słyszeć rozkosz z odrobiną bólu. Nim zdążyłem pomyśleć, Harry już posuwał mnie silnymi, równymi pchnięciami. Nie byłem w stanie nie mruczeć przy każdym kolejnym pchnięciu, bo one dosłownie doprowadziły mnie do swojego rodzaju ekstazy. To takie dziwne, bo nagle przestałem myśleć o czymkolwiek i cokolwiek czuć. Liczył sie teraz ten wysoki brunet stojący za mną i jego przyjaciel penetrujący mnie w niezwykły sposób. Jego dłonie wciąż spoczywały na moich biodrach po chwili jednak lewa przeniosła sie na moją głowę i wplątuje we włosy, mocno ciągnąc ku sobie. Ale to nie było coś bolesnego czy nieprzyjemnego. Przez to napaliłem sie jeszcze bardziej i ciche pomruki ustąpiły miejsca dość głośnym jękom. Z przyjemności zacząłem wciskać palce w blat. Jego pchnięcia ani na moment nie zmieniły tempa. Wciąż były powolne ale za to mocne. Chyba dopiero w momencie gdy głośniej wyjęczałem jego imię, postanowił zmienić trochę kierunek działania. Poczułem jak napięra na mnie jeszcze bardziej. lekko pochylajac sie tak, że jego klata przywarła do moich pleców. Zaczął szybko przepychać się we mnie, jakby chciał zrobić sobie wiecej miejsca.
- H... Harry. O Boże ... Harry! A, a, a, a taaak! Taaak, jeszcze trochę... Boże Harry, jeszcze... Jeszcze chwila... Szybciej. Błagam szybciej! A! A! A! A! Aaaaaaaa! Taak. Ja już... Ach, ja zaraz... O Booooże, Harry! Mocniej! Mocniej Harry! Tak! O tak! Taaak!
Czułem z każdą chwilą, że zaraz dojdę bez żadnej jego pomocy. Jego coraz to bardziej nabrzmiały penis dawał mi do zrozumienia, że i on nie potrzebuje już wiele. Wystarczyły trzy, może cztery pchnięcia abyśmy niemal równo doszli z pomrukiem zadowolenia na ustach. Zmęczony opadłem na blat, Harry zaś odsunął sie ode mnie powolnie. Oddychałem znacznie za szybko i zbyt głośno.
- Wow. Wiesz, posuwanie mężczyzny jest nawet fajne. Coś mi mówi że częściej będziemy powtarzać takie akcje. Co ty na to, LouLou?
Nie byłem jednak w stanie nawet odpowiedzieć. Pokiwałem jedynie głową wciąż ciężko dysząc. Nie wiem kiedy Hazz znikł z pomieszczenia. Zmęczony odszukałem swoje bokserki i wsuwając je na siebie udałem się do swojej sypialni. Opadłem na łóżko i do głowy przyszło mi dziwne stwierdzenie, że mieszkanie z Harrym zmieniło moje życie w jakiś jeden wielki film porno. Inaczej nie umiem nazwać tego, co sie działo. Nie wiem nawet, co to było i co nas do tego skłaniało. Może po prostu obaj potrzebowaliśmy trochę 'czułości'? A drugie nie miało nic przeciwko, więc tak oto nawiązała sie ta dziwna relacja miedzy nami. Swoją drogą, nie przeszkadzałoby mi, gdyby nasze wspólne mieszkanie wyglądało tak codziennie. Choć to dziwne sypiać z kimś, kogo się nie ledwo zna. Nie wiem kiedy, ale jakoś tak chyba z wyczerpania udałem się do krainy Morfeusza. Obódził mnie dopiero głos Harry'ego.
- Długo będziesz tak odsypiał nasz poranny numerek? Jest 14, a ja chce zjeść obiad.
- Nie możesz go sobie sam zrobić?
- Zrobiłem! No przecież gdybym czekał na ciebie, to bym chyba umarł z głodu.
- No więc co za problem? Idź jeść.
- Wstawaj leniu! Masz być w kuchni za pięć minut!
- Harry... Jesteś okropny.
- Przecież wiem. No już, już, pedziu. Nie lubię jeść sam.
- Ach więc o to chodzi... A już myślałem, że chcesz, żebym cię nakarmił.
- Bardzo śmieszne. Naprawdę ubaw po pachy. WSTAWAJ!
Z niechęcią wymalowaną na twarzy zwleklem sie z łóżka i powędrowałem do kuchni. Myszę przyznać, że jeśli chodzi o gotowanie to Harry jest geniuszem. Naprawde gulasz w jego wykonaniu był wyśmienity. Po skończeniu posiłku razem opadliśmy na kanapę, oglądając którąś z powtórek X-factora. W miedzy czasie dowiedziałem się też paru informacji na temat Styles'a. Fakt pierwszy - Harry lubi koty. Lubi też whisky i to ją woli od piwa lub wódki. Jego ulubiony drink to Mojito, a ulubiona piosenka klubowa - tu wymienił mi całą listę i naprawdę nie mam ochoty jej powtarzać. Wiem jednak, że lubi klasyki jak np. The Beatles albo The Ramones. Poza tym obiecałem mu pokazać jakieś kluby w pobliżu, choć dużo tego nie ma.

*Harry*
W uszach dudnił mi dźwięk wydawany przez zegar za każdym razem, gdy przesuwała się wskazówka odmierzająca sekundy. Nie mogłem spać już od dobrych dwóch godzin, a przecież jeszcze niedawno zasypiałem na kanapie i Louis musiał mnie budzić. Teraz jednak mój umysł wariował. Powinienem być na jakiejś imprezie, a nie leżeć grzecznie w łóżku z gejem za ścianą. Odetchnąłem ciężko i spojrzałem na telefon. Wystukałem szybko numer i zacząłem pisać wiadomość. 'Hej LouLou! Co robisz?'. Moment ciszy i wreszcie długo wyczekiwane wibracje 'Zasypiałem, ale ktoś mi przeszkodził!'. 'To dobrze, że nie śpisz, bo ja też nie mogę.' i znów cisza. Mówiłem juz jak bardzo denerwuje mnie ten zegar?! 'Och... I co w związku z tym?' och, ten Lou. Jak on sie o mnie troszczy... Czuć ten sarkazm, prawda? 'No nie wiem... Możesz do mnie przyjść :D' wiem, że sie zgodzi. On nie umie odmówić takiej okazji. 'Nope. Spadaj Harry, śpię !' Że co?! 'Louis! Choooodź tu!' No dalej. Ile można odpisywać głupie 'ok'?! 'Nie i nie pisz do mnie ! Próbuje spać, więc przestań mnie męczyć!'. Super. Ostatnia deska ratunku właśnie sama mnie topi. Ziewnąłen przeciągliwie, ale to wcale nie oznaczało, że zasnąłem. Wręcz przeciwnie - zacząłem wspominać Londyn. Mój wspaniały, idealny Londyn. Jak po tylu latach mieszkania tam rodzice mogli tak nagle sie przeprowadzić? Przecież tam było dobrze. Miałem przyjaciół, dziewczynę... Jak trzeba było to nawet kilka. A tu?! Zadupie zabite dechami. Gdyby nie Louis pewnie zanudziłbym sie na śmierć.
~ ~ ~
Poniedziałek. Nienawidzę poniedziałków. Są takie... poniedziałkowe! Straszne, bo trzeba wstawać rano. Do tego myśl, że to będzie pierwszy dzień w nowej szkole mnie nieco przerażała. Nie to, że się bałem o zaakceptowanie mnie czy coś takiego. Nie, jakoś tym bym się mocno nie przejmował. To świadczyłoby, że jestem dla nich za zajebisty.
Leniwie zwlekłem się z łóżka, aby wybrać sobie coś do ubrania. Sweter czy bluza i t-shirt? Spojrzałem na obydwie propozycje, aż w końcu wybrałem granatowy sweter. Stary, rozciągnięty, ale takie właśnie lubiłem.
Chwyciłem w dłoń jeszcze jeansy oraz czyste bokserki i zaraz udałem się do łazienki. Gdy tylko minąłem próg graniczący z korytarzem, do moich nozdrzy wleciał zapach wanilii i cynamonu. Zaciągnąłem się nim, w duchu rozmyślajac, co pysznego na śniadnaie przygotowuje mi Louis. W sumie miałem ochotę na bzykanko na dzień dobry, ale no tak, ogarnięcie się do szkoły jest ważniejsze. Westchnąłem głośno i zniknąłem w wykafelkowanym pomieszczenia. A może by tak...? Ale nie, to by było przegięcie. Nie mogę przecież sobie walić, myśląc o jego tyłku! Pozbierwałem swoje myśli w całość i zabrałem się za poranną toaletę. Szybki prysznic, ząbki. Ubrany wyszedłem z łazienki, obierając kierunek na kuchnię, dokąd prowadził mnie miły zapach, nasilający się z każdym moim krokiem. Wszedłem do kuchni, gdy Louis kończył smażyć ostatniego naleśnika. Ha! Mówiłem, że robi dla mnie coś pysznego! Jego miętowe rurki tak idealnie eksponowały te kształtne pośladki. Aż chciało się ich dotknąć!
- Hej, kochanie - wpiłem się w jego usta niemal natychmiast, jak chłopak obrócił się w moją stronę. Był nieco zdziwiony, co mogłem wnioskowac po jego wystraszonej minie. Widocznie mnie nie słyszał.
- Kochanie? - spojrzał na mnie jak na idiotę - Myślałem, że będziesz wściekły. W końcu wczoraj książulo nie dostał tego, co chce.
- Przeszło mi - odparłem oschle, rozsiadając się na krześle - Daj mi amu, głodny jestem.
Z łaską postawił przede mną talerz z naleśnikami, obok dżem, nutellę i na końcu podał sztućce.
- Co taki niemrawy? - spytałem po pierwszym kęsie. Posmak cynanomonu i ekstraktu z wanilii. - No Tommo, nieźle ci wyszły. Całkiem smaczne. Skąd wiedziałeś, że uwielbiam cynamon?
- Strzelałem - posłał mi wymuszony uśmiech. Chwilę później zasiadł na przeciwko mnie.
- Mówiłem, przyjdź do mnie, będzie fajnie. A dziś wstałbyś z wielkim uśmiechem na ustach, bo ta noc byłaby gorąca, ale nie, ty wolałeś spać - wywróciłem teatralnie oczami.
- Jesteś jakiś niewyżyty seksualnie?! W ogóle, ty nie jesteś przypadkiem hetero?
- W sumie to chyba bi. Tak, kutaski też są fajne.
- Boże, z kim ja mieszkam - oparł sie czołem o blat stołu.
Denerwowanie go było naprawdę świetną rozrywką. Tak słodko marszczył nosek.
___
Hejo! Tu Giovi, po pierwsze bardzo przepraszamy za takie opóźnienie. Oh God, chyba z miesiac czekaliście na drugi (o ile ktoś czekał xD). Po prostu moja kochana Adu wyjechała i nie miała za bardzo dostępu do neta, a ja nie chciałam pisać bez niej. Ale rozdział już jest. Trochę krótki, ale z czasem będą się one rozkręcać. Następny będzie bardzo... ciekawy. I na pewno będzie szybciej! Także do następnego, potworki! Kochamy Was. :3

środa, 18 lipca 2012

Rozdział Pierwszy.

'Chłopiec z krainy Oss'


Poczułem jak silne męskie ramie oplata mnie i moje pole widzenia ograniczyło się do jego ciemno granatowej marynarki. Po chwili uwolniłem się z uścisku i kolejna para rąk oplotła moją szyję. Tym razem dużo lżej, delikatniej jak to przystało na kobietę. Wyswobodzony rozejrzałem się po przedpokoju. Walizki zostawiłem przy wejściu, w końcu i tak nie spędzę tu nawet jednego dnia. Moja rodzicielka wydawała się dziś jakoś niezwykle uszczęśliwiona tym, że wreszcie będę choć trochę bliżej niej. Ubrana w beżową sukienkę wręcz promieniała. Po chwili dołączyła do nas moja siostra, która jak zwykle nie pogardziła komentarzem na temat mojego charakteru. Doskonale znam siebie sam, więc to jest zupełnie niepotrzebne. Zaproponowano mi pokój, w którym mógłbym odpocząć po podróży, ta jednak niespecjalnie mnie zmęczy. Postanowiłem więc jak za dawnych czasów usiąść z młodszą ode mnie o rok siostrą, skacząc po kanałach w poszukiwaniu czegokolwiek godnego naszej uwagi. Pozostało mi niespełna sześć godzin do wyjazdu, kolejnego już dzisiaj. Nawet nie zauważyłem jak do pokoju powolnym krokiem wszedł mój ojciec, jak zwykle poważny.
-Harry, moglibyśmy porozmawiać?
Odrzekłem jedynie, że oczywiście i już maszerowałem za nim w stronę jego gabinetu. Pomieszczenie urządzone w klasyczny, niemalże nudnym stylu. Rozsiadłem się wygodnie w dużym fotelu stojący naprzeciw biurka, za którym zasiadł ojciec. Ostatni raz omiotłem pokój spojrzeniem i przeniosłem go w końcu na mężczyznę. 
-Zacznijmy od początku. Bardzo się ciesze, że wreszcie zdecydowałeś się przyjechać. Co prawda nie mieszkasz z nami, jednak mam nadzieję, że będziesz przyjeżdżał tu na weekendy. Zamieszkasz z Louisem, ten chłopak powinien mieć na ciebie dobry wpływ. Jest tu już od roku, pomoże ci więc się zaaklimatyzować. Jeśli chodzi o szkołę i dojazdy... Mam dla ciebie pewną niespodziankę. 
Wstał, a zaraz po nim i ja. Niezbyt wiedziałem gdzie mnie prowadzi, po dojściu jednak na miejsce zrozumiałem, że jesteśmy w garażu. Po kolei zaparkowane było najpierw srebrne Audi a8 mojej matki, następnie Range Rover ojca i na samym końcu... Obrzydliwie jasno zielony Mini Cooper. Powaga? Naprawdę nie mogli kupić mi nowiutkiego BMW, albo chociaż Mercedesa? Tym małym wstyd pokazać się na mieście... Odetchnąłem ciężko czując jak mężczyzna wpycha mi do ręki kluczyki od niego.
-Mam nadzieje, że ci się podoba. Na pewno liczyłeś na coś większego i bardziej ekskluzywnego, jednak  na drogę Oss-Nijmegen ten zdecydowanie wystarczy. 
Wydałem z siebie dźwięk będący połączenie przytaknięcia i odchrząknięcia. Sam nie wiedziałem co o tym myśleć. Od samego początku wiedziałem, że rodzice nie będą mnie rozpieszczać, abym nie stał się na przyszłość egoistyczny i zbyt arogancki. Jednak trochę luksusu nie zaszkodziłoby. Spojrzałem na zegarek. 12.34, czyli jeszcze pięć godzin do kolacji u Tomlinsonów. Teraz dopiero poczułem się dziwnie senny. Podziękowałem więc za samochód i przepraszając, udałem się do sypialni, gdzie niemal natychmiast wpadłem w objęcia Morfeusza.Obudziła mnie dopiero matka jakoś koło 16, aby uświadomić mi, że z Rotterdamu do Oss jedzie się około półtorej godziny, powinienem więc już wyruszać. Świetnie, naprawdę nacieszyłem się rodziną. Wciąż lekko zaspany wstałem, po czym szybko przebrałem się w jakiś ciuchy i po chwili już siedziałem w Mini Cooperze jadąc w stronę Oss. Dopiero teraz naszły mnie jakieś obawy. W ogóle nie znam tego Louisa i nie mam pojęcia jaki on jest. Może się okazać totalnym palantem i dupkiem. Choć jego rodzice, których poznałem już dawno temu, byli przemiłymi ludźmi. Ułożonymi, zawsze pogodnymi i z dobrymi manierami. Odetchnąłem ciężko i poczułem jakiś podskok skręcając w jedną z uliczek. No tak, chyba powinienem się przyzwyczaić do tych 'leżących policjantów'. Tu jest ich naprawdę pełno. Skręciłem po raz kolejny i zatrzymałem się przed szeregiem domków. W sumie każdy wyglądał tak samo i gdyby nie numeracja, na pewno nie trafiłbym tam gdzie powinienem. Podszedłem do drzwi z numerem 51 i delikatnie zapukałem.


Do moich uszu dobiegł dzwonek. Odruchowo spojrzałem na zegarek i byłem już pewien kogo zastanę w progu mojego domu. Nacisnąłem klamkę i pociągnąłem zielone drzwi ku sobie. Na sam widok chłopaka zamarłem na moment. Wyższy ode mnie, z lokami w totalnym nieładzie i szmaragdowymi oczami. Miał na sobie beżowe spodnie z niskim krokiem i biały, rozciągnięty sweter. Przeszło mi przez myśl, że jest wręcz za normalny. Zupełnie odbiegał od moich wyobrażeń na jego temat. 
-Hej. Harry Styles.- głos miał ochrypły i nie wydawał się być ani trochę spiętym. Wręcz przeciwnie, pewność siebie biła od niego na kilometr. Wyciągnął w moją stronę dłoń i dopiero wtedy wybudziłem się ze stanu otępienia, w który on mnie wprowadził. 
-Louis Tomlinson. Wejdź, kolacja już gotowa.
Przytaknął, a ja wpuściłem go do środka. Po domu roznosił się zapach pieczeni według przepisu mojej matki, a w oddali słychać było ciche głosy moich sióstr. Chłopak zsunął czarne trampki i kierując się za mną, wszedł do salonu z jadalnią, gdzie na stole już czekały pyszności przygotowane przeze mnie i moją rodzicielkę. Kobieta przywitała go ciepłym uśmiechem i uściskiem.
-Harry, jak miło cię widzieć. Co słychać w Londynie?
-Um... Właściwie to nic nowego. Powinniście byli przyjechać i odwiedzić mnie.
-Och, mieliśmy takie plany. Ale Lou bardzo chciał odwiedzić znów Paryż, więc wybraliśmy jednak Francję. Wiesz, jeździmy tam co roku. A jak ci się podoba Holandia?
-Właściwie dopiero przyjechałem i nie zdążyłem niczego zobaczyć... Ale wydaje się być... Ładnie.
-Très bien. Nie martw się, Louis na pewno z chęcią pokaże ci ciekawe okolice.
Posłał jej w odpowiedzi ciepły uśmiech i wszyscy zasiedliśmy do stołu. Ojca jak zwykle nie było. Na jego miejscu zasiadłem ja, po mojej lewej Lottie, a po prawej Harry. Obok niego moja matka, która wciąż go zagadywała i tylko dzięki niej nie panowała ta niezręczna cisza. W pewnym momencie chłopak zaczął się rozglądać i jego wzrok napotkał serię zdjęć. Moich sióstr, rodziców z wakacji i kilku moich... Na jednym byłem nawet z Adamem. Chłopak trochę niższy ode mnie, podobnej postury do mnie i z długimi, blond włosami. Musze przyznać, że brakowało mi go, odkąd wyjechał do Hiszpanii. Choć byliśmy ze sobą niespełna pół roku. Matka natychmiastowo zaczęła wyjaśniać mu kto jest na fotografiach, odeszli więc od stołu zatrzymując się przy owej komodzie. 
-Och, a tu Lottie i Fizzy na diabelskim młynie. Wrzeszczały wtedy niewiarygodnie. Następnego dnia nie mogły powiedzieć słowa, bo zdarły sobie gardło. Ostrzegałam je, że ten młyn jest naprawdę straszny i nawet ja bałam się na niego wejść, ale one musiały... Fous petites. Och, a tu całą rodziną w Egipcie. To było w wakacje przed przeprowadzką do Holandii. A to Lou i... Adam. Jego były, teraz jest w gdzieś w Hiszpanii... Byli ze sobą pół roku. Lou, Adam miał nas odwiedzić i co w końcu?
-Nie rozmawiam z nim, mère.
-No tak... 
Przez moment zapadła niezręczna cisza. Zauważyłem jak matka spogląda na zegarek.
-Harry, musisz być zmęczony po tej podróży. Jeśli chcesz możecie dziś przenocować u nas. Chociaż mieszkanie Lou nie jest daleko... Z resztą jak wolisz.
-Nie, ja... Nie jestem aż tak zmęczony. Wiec... Louis, jeśli chcesz możemy już jechać. Będziesz musiał mnie prowadzić, bo nie znam zbytnio Oss.
Przytaknąłem i nim się obejrzałem siedziałem już w samochodzie co chwilę kierując dokąd chłopak powinien jechać. Muszę przyznać, że jeździł za szybko i zbyt niebezpiecznie jak na Holenderskie drogi. Co chwile samochód podskakiwał na walcach zwalniających ruch. To było trochę denerwujące. Nie mogłem powstrzymać chęci wpatrywania się w niego studiując każdy element jego sposobu bycia. Przyznam, że od razu wydał mi się arogancki, choć starał się być miłym. Dojechaliśmy po pięciu minutach. Oczywiście pomogłem mu w zaniesieniu walizek do jego pokoju, następnie pokazałem gdzie kuchnia i tak dalej. Niestety mimo, że mieszkałem w Holandii, miałem mieszkanie w bloku. Była dopiero koło 21, włączyłem więc telewizję i zapatrzyłem się na moment na Angielskie wiadomości. Pokazywali akurat relację z jubileuszu królowej. Niesamowite, że rządzi już 60 lat. Z rozmyśleń wyrwał mnie ciężki głos mojego nowego współlokatora. 
-Była wtedy niezła impreza, choć jak dla mnie zbyt... poważna. 
Odwróciłem się by zmierzyć go od stóp do głów po raz setny już tego wieczoru.
-Słyszałem, że wolisz bardziej... klubowe klimaty. Choć nie wyglądasz na takiego. 
Uśmiechnął się jedynie cynicznie, a ja powolnym krokiem udałem się na balkon. Wiał lekki, letni wiatr. Było naprawdę przyjemnie, aż chciało się żyć. Było ciepło, ale nie upalnie, a słońce powoli zachodziło. Poczułem, że masz towarzysza.
-Nie znasz mnie. Wygląd o niczym nie świadczy. Chociaż... ty wyglądasz na typowego francuskiego geja. 
Spojrzałem na niego dość wrogo. To nie było miłe. Naprawdę tak wyglądam?
-Ty za to od razu wyglądasz na aroganckiego dupka z Londynu. 
-Przeszkadza ci to, że nim jestem? Ja nie czepiam się, że jesteś pedałem. 
-Gejem.
-Ty nazywasz mnie dupkiem, a ja ciebie pedałem. Jesteśmy kwita. 
-Wiesz, twoi rodzice mieli rację. Niezły skurwiel z ciebie. 
-Kiedy się złościsz tak słodko marszczysz nos. Jak prawdziwa ciota. 
Odwróciłem się aby móc spiorunować go wzrokiem, zdążyłem jednak jedynie otworzyć usta, by coś powiedzieć, a coś mi przeszkodziło. Poczułem jego usta i o dziwo to mi się podobało. Chociaż byłem na niego zły, jednak przyciągał i nie umiałem po prostu go odepchnąć. Wplotłem palce w jego bujne loki i pogłębiłem pocałunek. Po chwili pozwoliłem by jego język penetrował moją jamę ustną, a jego kolano powoli wdarło się między moje nogi. Czy to nie zabawne? Nie znam go i jeszcze przed chwilą się wyzywaliśmy... Teraz stoję tak spokojnie całując go. I ani myślę, żeby przestać. Poczułem jak jego kolano dość mocno ociera się o moje kroczę i zrobiło mi się gorąco. Wolną dłoń skierowałem pod jego koszulkę, na rozgrzaną klatkę piersiową. Czując pod opuszkami palców jego napięte mięśnie stwierdziłem, że musi być cholernie dobrze zbudowany. Nie zastanawiałem się czemu mnie całuje, po prostu to nie miało znaczenia. Jego lewa dłoń odpięła mi spodnie i wsunęła się pod bokserki, w których brakowało miejsca. Automatycznie pisnąłem gdy gwałtownie chwycił mojego penisa, jakby nigdy nic. Jakby robił to setki razy, choć nie wyglądał na takiego. Dużo bardziej odebrałem to jako chęć nowych doświadczeń. Ale podobała mi się jego pewność siebie, była lekko przytłaczająca, lecz ja sam nie lubiłem dominować. Jego ręka poruszała się pewnie w górę i w dół sprawiając, że pojękiwałem cicho prosto w jego usta. Co jakiś czas przyśpieszał i zwalniał, chcąc się ze mną podrażnić. Wciąż nie zaprzestaliśmy pocałunków. Harry oderwał się ode mnie dopiero czując, że zaraz będę szczytować, abym mógł spokojnie wyjęczeć jego imię, co zdecydowanie sprawiło mu satysfakcję. Po wszystkim posłał mi jedynie cyniczny uśmiech i wyszedł twierdząc, że 'musi się rozpakować'. Tak po prostu mnie zostawił z wciąż trzęsącymi się nogami i natłokiem myśli. Z jednej strony to mi się podobało, z drugiej... Nie, nie ma drugiej. To mi się po prostu podobało. Zapiąłem rozporek i wszedłem powoli do domu. Coś czuję, że to nasze wspólne mieszkanie będzie ciekawsze, niż myślałem.

sobota, 7 lipca 2012

Prolog.

-Witajcie nasi drodzy parafianie! Oj tak, bardzo lubię ten zwrot. Czuję się taka ważna. *smile like a boss* Ach, zapomniałabym się przedstawić, Giovi się kłania z tej strony.
~Um... Zapewne zastanawiacie się, czemu was tu sprowadziłyśmy. Na wstępnie chciałabym tylko powiedzieć, że pozdrawiam moją mamusię i tatusia, oraz wszystkie babcie i kuzynki i ciotki i... Eh. Zagalopowałam się. Dobra, już będę poważna, bo Giovi mnie zabije. Tak więc oto... Nasz nowiuteńki BLOG O LARRYM! *tadaaam!*. No i przez te pozdrowienia zupełnie wypadło mi z głowy... Pewnie ciekawi was kim jestem, więc powiem, że... Prawdziwy król Julian tu stoi! Uwielbiam, gdy laseczki wprawiają w ruch wesołe ciałka. Gdy ruszacie bioderkami róbcie to słodko, smacznie i zdrowo.  A tak poważnie... Adu po drugiej stronie mikrofonu.
-Kurde, zapomniałam o rodzicach. Shit... Mamo, nie słyszałaś tego. Ja też was pozdrawiam. Bye the way, wiedziałyście, że Larry to w polskim języki Wawrzyniec, Laurenty albo Laurencjusz? *niezłe zdziwko*
~Powaga?! Och, więc... Wow! Piszemy opowiadanie o Laurencjuszu. Kurczę... Chyba nazwę tak trzeciego syna! Nie żeby coś, ale zapomnijmy o tym, że chce mieć tylko dwóch synów. Nevermind...
-Nic nie mów, ja nazwałam pająka, który przez kilka tygodni wisiał za moim oknem Larry... ale znikł. Whatever. Zapewne ciekawi Was o czym będzie opowiadać ta historia. Zdradzimy im coś, Adu?
~Och  no nie wiem, nie wiem. Pytanie brzmi czy były dość grzeczne. Ja wieeem, że fanki larrego to niegrzeczne dzięwczynki (If you know what i mean ^.^)... Ach, nic mi nie móg o pająku! To nie ty masz psa 'Hazze'... Wiesz jak się czuję krzycząc 'Hazz, nie piszcz! I tak nie wpuszczę cię do łóżka... Yeah. I feel like a boss'
-W sumie racja, fanki Larry'ego nie mogą być grzeczne, to by było sprzeczne z naszą naturą. A tak z innej beczki, to znalazłam gdzieś kiedyś suchara. No więc: Jak idzie pięciu pedałów?... W jednym kierunku. *badum tsss* Nie no, ja hejterką nie jestem, jestem directionerką, a my tak możemy, co nie?
~Oczywiście, że tak! Ale tylko my! +Muahahahaha. Znam go, ale i tak zawsze mnie bawi. OK... przejdźmy do rzeczy, bo pewnie ich już zanudzamy. Myślę Giovi, że mimo wszystko możemy uchylić rąbka tajemnicy.
-Racja! Zacznę od tego, że wszystko dzieje się w Holandii na łące pełnej tulipanów, gdzie będą ganiać nago i żyć do końca świata razem... Nie no, joke. Przy Holandii zostańmy, bo łąki nie będzie.
~Chociaż wiesz... Dziki seks Larrego na łące... wow, gorące! Musimy to przemyśleć, haha. No i cóż by wam jeszcze powiedzieć... Akcja będzie się dziać głównie w Oss i Nijmegen. Louis- z pochodzenia francuz, cichy i spokojny. Zawsze opanowany i kulturalny. Harry- Londyńczyk, szajbus i totalny pojeb (muahaha). Poza tym Hazz będzie lekko arogancki. No i co się może stać gdy dwa totalnie odmienne charaktery zamieszkają razem? BURZA, TORNADO, TRZECIA WOJNA ŚWIATOWA. Albo wielka przyjaźń i dopełnianie się... Ale co będzie dowiecie się czytając, koty!
-Dokładnie! Nic więcej się nie dowiecie. A teraz się z Wami żegnamy. A tymczasem do kolejnego 'spotkania' czytajcie książki, jedzcie warzywka, w szczególności marchewki, aby Lou był z Was dumny i się uczcie, o ile ma to jakiś sens w wakacje.
~Tak jest! I życzymy wam... dużo Directionowych snów i co najważniejsze... CHŁOPCÓW SAMYCH W SOBIE. Miłego czytania i komentowania. Loooove yaaa!

Prolog.
Spojrzałem przez okno i zapatrzyłem się po raz ostatni na oddalonego o kilka kilometrów, górującego nad pobliskimi domami Big Bena. Słońce powoli wznosiło się na nieboskłon, a ja mimo wczesnej pory nie czułem się ani trochę zmęczony. Właściwie nie czułem nic... Żadnej ekscytacji lub strachu. Po prostu stałem tak przed oknem rozmyślając na temat nowego życia, które rozpocznę za niecałe pięć godzin. Do moich nozdrzy doleciał słodki zapach wanilii, do którego już się przyzwyczaiłem i naprawdę go pokochałem. Odetchnąłem ciężko. Ta cisza naprawdę wprawiała mnie w stan błogiego spokoju. Zwykłem być strasznie nerwowy, dużo przeklinać i wyzywać na wszystko... Dziś jednak cały Londyn zdawał się jakoś bardziej... senny. Jakby próbował zatrzymać czas, bym wcale nie wyjeżdżał. Niestety nie było już odwrotu. Odwróciłem się i spojrzałem na stojące koło łóżka dwie szare walizki. Niewiarygodne. Zmieściłem siedemnaście lat życia tutaj w dwóch walizkach? To wręcz... smutne. Przeczesałem ręką burzę loków i spojrzałem na wielki zegar, wiszący naprzeciw mojego łóżka. 6.12 - zazwyczaj o tej porze przewracałem się na drugi bok. Mój telefon zaczął wibrować dając mi do zrozumienia, że dostałem wiadomość. Wygrałem BMW. Kolejny dowód na to, jak bardzo żałosne było życie tutaj. Wyjeżdżam na zawsze i nawet jeden znajomy nie miał czasu się ze mną spotkać. Poczułem jakąś pustkę. Wcześniej zawsze wiedzieli gdzie zapukać, gdy czegoś potrzebowali. Szkoda, że tylko wtedy. Chwyciłem walizki i wyszedłem z mieszkania, w którym mieszkałem od urodzenia. To koniec. Pewien rozdział w moim życiu się zamyka. O 8.00 miałem wylot do Holandii, gdzie moi rodzice mieszkali od roku. Wreszcie udało im się zmusić mnie do zamieszkania tam, choć zapierałem się nogami i rękoma. Może po prostu się bałem. To jest inny świat. To jest inna rzeczywistość. Nie znam nikogo, a następny rok przyjdzie mi spędzić w Oss, małym miasteczku oddalonym od Nijmegen o niecałe 34 kilometry. Będę tam mieszkać wraz z synem znajomych moich rodziców, który jest tu już od roku. Wraz nim będę tez chodził do szkoły w Nijmegen. Ta wizja nie była zbyt pozytywna. Po raz ostatnio spojrzałem na czteropiętrowy, biały budynek i wsiadłem do taksówki, która zawiozła mnie prosto na lotnisko. Żegnaj Londynie. Witaj free country.
~

Spojrzałem za okno, skąd miałem widok na dosyć ruchliwą ulicę i kilka pobliskich dzielnic, utrzymanych w tradycyjnym holenderskim stylu. Dochodziła godzina piętnasta, więc ludzie powoli zaczęli kończyć swoją pracę, przez co namnożyło się ich na chodniku. Jeszcze kilkanaście minut temu byłbym w stanie policzyć na dwóch dłoniach, ile osób spaceruje w dole, ale teraz niewątpliwie byłoby to o wiele trudniejszym zadaniem.
Każda ta duszyczka jest całkiem inna i to jest niesamowite. Na całym świecie jest tyle różnych osobowości, które różnią się od siebie chociaż najmniejszym szczegółem. Są ludzie zasługujący na pochwały, są też tacy, których powinno się tępić. A ja teraz rozmyślałem o moim przyszłym współlokatorze. Nie wiedziałem za bardzo, co o nim sądzić. Jego rodzice nie mieli miłej opinii o ich synu. Twierdzili, że jest typem buntownika, pragnącego wolności i zadymy. Zaś moi rodzice bronili go. Może robili to tylko dlatego, że nie chcieli, aby Styles'om zrobiło się przykro? Trudno powiedzieć.
Nie wiem dlaczego, ale zawsze osoba, która imprezuje i czerpie jak najwięcej z życia, kojarzyła mi się z wysokim blondynem, jeśli mowa o płci męskiej. Tak, zdecydowanie wyobrażałem go sobie jak niebieskookiego blondyna, z włosami zaczesanymi do tyłu, które wyglądałyby jak u modela. Jego ubiór również nie byłby przeciętny, a sam osobnik miałby pewnie w szkole swój własny fan club składający się głównie z napalonych, nastoletnich dziewic.
A może będzie brunetem z perfekcyjnie ułożoną fryzurą? Pasowałoby do takowego zwykłe jeansy, szara bokserka i znoszona skórzana kurtka. Do tego pewnie czarne, niezadbane oficerki, arogancki uśmiech i błysk w oku.
Powoli zacząłem się zbierać. Przełożywszy przez głowę torbę na ramię, ubrałem białe trampki i nigdzie się nie spiesząc, wyszedłem z mieszkania.